cicho!
teraz mówię JA154 słowa.
5 lipca 1991 roku o godzinie 8:47, dwu-kilogramowe ciało Oli Oż. wyskoczyło spomiędzy nóg Katarzyny K., by rozpocząć swą tułaczkę po tym brzydkim, okrutnym, okrutnym świecie. Już u początków swego istnienia dziewczynka wykazywała ponadprzeciętną aktywność manualną, zdobiąc kredkami świecowymi wszystko, co nie było w stanie przed nią uciec.
W podstawówce była ofiarą nieustannych kradzieży „magicznych” ołówków, jej palce wielokrotnie raniły szpilki gazetkowe, świadectwa, niestety, nigdy nie zdobiła plastykowa szóstka.
Gimnazjum okazało się niespodzianką ponad miarę, wielkie poruszenie zapanowało i zamieszało w jej życiu niczym w kubku z kawą. Koniec końców, parszywe fusy osiadły na dnie, a to, co najlepsze wypłynęło na wierzch.
Obecnie edukuje się w antyedukującym Plastyczniaku pod wezwaniem św. Jana Cybisa i jest z tego szczęśliwa. Nawet mimo tego, że dosięga ją ból tak psychiczny, że fizyczny, a mroczna prawda czyha na nią w każdym elemencie otaczającej ją przestrzeni, a już zwłaszcza na cichośpiącej poduszce.
Jest szczęśliwa,
tylko musi to jeszcze
zapamiętać.
1 komentarz »
Twój komentarz
HTML-Tags:
<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <pre> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>









Olki tak mają.
Ciężko im zapamiętać, że SĄ szczęśliwe. A przecież są, prawda?
Pozdrawiam.